Rodzina w objęciach ubezpieczenia

Życiowe gdybanie

Często zastanawiamy się: co by było gdyby? Co by było gdybym jednak puściła te los na loterii, gdybym odebrała to połączenie z nieznanego mi numeru, gdybym zdecydowała się wziąć udział w castingu? A co by się stało, gdybym zapisała się na kurs decoupagu lub szycia na maszynie? Wszystkie te „gdybania” ocierają się o sprawy raczej przyjemne, o marzenia i pasje, a poza tym – nic straconego, wciąż bowiem mogę puścić ten los, odebrać telefon, zapisać się na kurs… Czasem jednak moje „gdyby” biegnie w kierunku spraw ostatecznych i smutnych.

Nigdy nie zapomnę kobiety, którą spotkałam buszując na wyprzedaż w centrum handlowym. Pochylona nad koszem z dziecięcymi koszulkami za 5 złotych ocierała łzy wielkie jak grochy. Coś kazało mi przystanąć i wówczas zobaczyłam, że bezskutecznie szuka chusteczki w swojej małej czarnej torebce. Podałam jej paczkę swoich – z jej ust padło ciche: dziękuję, a potem popłynęła fala słów. Smutna historia, w której wszystko było na swoim miejscu: dzieci, dom i pieniądze – do momentu niespodziewanej śmierci męża i ojca rodziny, głównego jej żywiciela.

Pamiętam, że wróciłam wówczas do domu i przeprowadziłam jedną z trudniejszych rozmów z ojcem moich dzieci. Rozmowa zaczęła się od słów: „a co by było gdyby…?”, a jej konsekwencją było ubezpieczenie małżonka. Wydaje mi się, że każde małżeństwo posiadające dzieci powinno zdobyć się na taką szczerą i rzeczową rozmowę. Warto przeanalizować co by się stało, gdyby zabrakło jednego z nas – czy ta druga osoba byłaby w stanie utrzymać dom i dzieci, jakiej pomocy by potrzebowała, czyjego wsparcia.  Jeżeli możemy sobie pozwolić na wykupienie ubezpieczenia na życie (warto sprawdzić co w tym temacie oferuje nam pracodawca) – zróbmy to. . W razie nieszczęścia pieniądze oczywiście nie zwrócą nam ukochanej osoby, nie zmniejszą rozmiarów bólu i pustki, ale zdecydowane ułatwią przeżycie, pozwolą pogrążyć się w żałobie i nie każą martwić się dodatkowo tym, czy będziemy mieli za co nakarmić dzieci, opłacić rachunki…

Rozweselający akcent na koniec? Proszę bardzo – złota rada od mojego zabawnego męża: kwota ubezpieczenie na życie powinno być w sam raz – nie za niska (żeby stanowiło realną pomoc w razie śmierci) i nie za wysoka (żeby żony nie kusiło).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.