Dania dla dzieci - gotowane w słoiczkach

Zdrowe jedzenia początki

Są takie tematy w tzw. parentingu, które działają jak kij wsadzony w mrowisko: witaminy, szczepienia, karmienie piersią lub mlekiem modyfikowanym i… rozszerzanie diety małego dziecka. A co kontrowersyjnego może być w rozszerzaniu diety, zapytacie? Właściwie nic. No chyba że przy jednym stole (choćby wirtualnym) spotkają się  zwolennicy gotowych dań w słoiczkach ze zwolennikami domowego gotowania. Porozumienie ponad miseczkami, łyżeczkami i śliniaczkami możliwe jest tylko wtedy, gdy obie strony mają otwarte głowy i nie upierają się na siłę, że „moja racja jest bardziej moja niż twoja”…

Niepodważalny jest fakt, że każda mama chce dla swojego maleństwa jak najlepiej. W wielu sprawach kierujemy się instynktem i wybieramy takie rozwiązania, które wydają nam się być najlepszymi dla naszych dzieci.

Przede wszystkim jakość

Moment, w którym do diety dziecka zaczynamy wprowadzać nowe posiłki (czyli najczęściej między 4 a 6 miesiącem życia) – to czas tyleż ekscytujący, ile stresujący i zmuszający nas do podjęcia kolejnych ważnych decyzji. Wiemy, że dania dla dzieci muszą być przygotowane z najwyższą starannością, z najlepszych produktów – odpowiednio dobranych, umytych i przetworzonych. Niezwykle ważny jest również sam sposób ich przyrządzenia – higieniczny i pozwalający na zachowanie jak największej ilości wartości odżywczych w produktach. Posiłki dla maluchów muszą być skomponowane w takich proporcjach, by dostarczać odpowiednie ilości witamin i minerałów, białka, tłuszczów itd… Ilość i jakość mają więc znaczenie.

Gotowanie czy słoiczki?

Moje pierwsze dziecko było karmione piersią, a gdy zaczął się okres rozszerzania diety – zdecydowałam się na dania ze słoiczków. Dlaczego? Z kilku powodów. Przede wszystkim byłam początkującą mamą i sama nie przepadałam za gotowaniem. Bałam się więc najzwyczajniej eksperymentów kulinarnych mojego autorstwa, których doświadczać miałaby moja córka. Posiłki ze słoiczków były dla mnie bezpiecznym i komfortowym rozwiązaniem – przygotowane w odpowiednich proporcjach, z dobrych produktów i w ilościach odpowiadających potrzebom małego dziecka. Karmiąc wówczas mojego malucha szpinakiem z maleńkiego słoiczka myślałam o tym jakie to wygodne – wyobraźcie sobie ugotowanie takiej malutkiej ilości jakiejkolwiek potrawy…

Drugie dziecko je pół na pół. Po pierwsze rozwinęłam nieco kulinarne skrzydła i po prostu polubiłam przysłowiowe „stanie przy garach”. Po drugie zaś – gotuję już dla starszej córki, a są takie rzeczy w jej menu, które mogę spokojnie podać również młodszemu dziecku. Kiedy jednak wybieramy się gdzieś na dłużej – do torebki wędruje słoiczek i łyżeczka. Stawiam więc na zdrową dietę dziecka i… zdrowy rozsądek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.